Trzech gości restauracji Chili’s w Forest City w Karolinie Północnej doznało poparzeń chemicznych w ustach i wokół nich po wypiciu margarity. Stanowisko z drinkami przygotowano z użyciem granulowanego odtłuszczacza, który pracownik wziął za cukier. Dwóch pracowników, którzy później sprawdzali podejrzaną substancję, miało podobne objawy. Lokalny odpowiednik sanepidu, Foothills Health District, zawiesił restauracji pozwolenie na prowadzenie działalności i przywrócił je następnego dnia. Chemia w gastronomii znów okazała się groźna nie przez skład, ale przez brak etykiety.
| Kiedy | Co się stało |
|---|---|
| 26.10, wcześnie rano | Wykonawca myjący ciśnieniowo elewację przekazuje pracownikowi granulowany odtłuszczacz. Środek trafia do nieoznakowanego pojemnika i zostaje w barze. |
| 28.10, rano | Pracownik szykujący bar do lunchu uznaje granulat za cukier i używa go przy stanowisku z margaritami. |
| 28.10, po otwarciu | 3 gości z poparzeniami ust, a potem 2 pracowników z podobnymi objawami. Inspekcja zawiesza pozwolenie. |
| 29.10 | Po myciu i dezynfekcji stanowisk inspekcja przywraca pozwolenie. |
Na pierwszy rzut oka ta historia brzmi jak anegdota z amerykańskiej prasy. W rzeczywistości to podręcznikowy przykład tego, jak chemia w gastronomii zamienia się w zagrożenie bez żadnej awarii, bez wadliwego produktu i bez złej woli. Zamiast tego wystarczył jeden pojemnik bez etykiety, który stał w złym miejscu.
Jak granulat z mycia elewacji trafił do drinka
Według wstępnych ustaleń inspekcji wszystko zaczęło się dwa dni przed zdarzeniem. Najpierw firma zewnętrzna myła z zewnątrz budynek restauracji. Następnie jej pracownik przekazał komuś z obsługi granulowany środek odtłuszczający. W efekcie środek trafił do pojemnika bez żadnego oznaczenia, a pojemnik wylądował w strefie baru.
W środę rano inny pracownik przygotowywał bar do lunchu. Ponieważ zobaczył biały granulat w pojemniku, uznał, że to cukier. Krótko po otwarciu trzech gości zamówiło margarity i od razu poczuło pieczenie, a potem pojawiły się poparzenia w ustach i wokół nich. Następnie klienci zgłosili to obsłudze i pojechali po pomoc medyczną. Rzeczniczka inspekcji Megan Rollins powiedziała ABC7, że poszkodowani trafili do punktu doraźnej pomocy (urgent care) i tam zostali opatrzeni.
Później dwóch pracowników postanowiło sprawdzić podejrzaną substancję. Skończyło się podobnymi objawami. Inspekcja natychmiast zawiesiła pozwolenie, kazała umyć, wypłukać i zdezynfekować wszystkie powierzchnie i sprzęt, a 29 października uznała, że lokal spełnia wymagania, i pozwolenie przywróciła. Co ciekawe, nazwy produktu ani jego producenta nie podano.

Chemia w gastronomii i trzy błędy, z których żaden nie był chemiczny
Warto zauważyć, że do tego zdarzenia nie była potrzebna żadna wiedza o chemii. Co więcej, nikt nie pomylił stężeń ani nie zmieszał dwóch preparatów. Zawiodły trzy proste zasady organizacyjne:
- Środek opuścił oryginalne opakowanie. Bez etykiety granulat stał się „czymś białym w pojemniku”, a nie odtłuszczaczem z piktogramem ostrzegawczym.
- Chemia trafiła do strefy żywności. Tymczasem bar to miejsce, w którym biały granulat z dużym prawdopodobieństwem jest cukrem albo solą. Tak też zinterpretował go pracownik.
- Nikt nie przejął odpowiedzialności za środek od podwykonawcy. Firma myjąca elewację zostawiła chemię, a w restauracji nikt nie wiedział, co to jest ani gdzie powinno stać.
Dyrektor inspekcji Jason Masters podsumował to krótko. Według niego zdarzenie pokazuje, jak ważne jest właściwe oznakowanie, przechowywanie i obchodzenie się z chemią w lokalach gastronomicznych, czego zresztą wymagają przepisy żywnościowe Karoliny Północnej.
Chemia w gastronomii w świetle przepisów UE
W Polsce obowiązują w tej sprawie jasne reguły unijne. Rozporządzenie (WE) nr 852/2004 w sprawie higieny środków spożywczych mówi wprost, że środki czyszczące i dezynfekujące nie mogą być przechowywane w miejscach, gdzie postępuje się z żywnością (załącznik II, rozdz. I, pkt 10). Bar, zaplecze kuchni czy strefa wydawania posiłków to dokładnie takie miejsca. Chemia w gastronomii ma więc swoje stałe, wydzielone miejsce i nie jest nim bar.
Z kolei rozporządzenie CLP wymaga, by mieszaniny niebezpieczne trafiały do użytkownika z etykietą zawierającą piktogramy, hasło ostrzegawcze i zwroty o zagrożeniach. Do profesjonalnych preparatów dołączana jest też karta charakterystyki. W praktyce przesypanie środka do anonimowego pojemnika odcina od tych informacji każdego, kto go później zobaczy. Dlatego w dobrze prowadzonym obiekcie chemia zostaje w oryginalnym opakowaniu albo w butelce roboczej z pełnym opisem.
Lekcja dla firm sprzątających pracujących w HoReCa
W Forest City źródłem problemu był wykonawca zewnętrzny, czyli dokładnie taka firma, jaką na co dzień jest wiele przedsiębiorstw sprzątających. Na przykład ekipy wchodzą do restauracji z własną chemią, myją kuchnie, okapy, elewacje czy posadzki i wychodzą. Jednak to, co zostaje na miejscu, przestaje być pod ich kontrolą. Mimo to odpowiedzialność wizerunkowa i często także prawna wraca do nich.
Chemia w gastronomii wymaga kilku zasad, które warto mieć spisane w procedurze i omówione z każdym pracownikiem:
- chemia jest tylko w oryginalnym opakowaniu albo w butelce roboczej z etykietą: nazwa preparatu, stężenie, piktogram;
- nigdy nie używa się pojemników po żywności ani naczyń z kuchni klienta;
- proszki i granulaty wymagają szczególnej uwagi, bo wyglądają jak cukier, sól czy kwasek cytrynowy;
- po zakończeniu pracy nic nie zostaje u klienta „na później”, a jeśli musi zostać, to w uzgodnionej szafce poza strefą żywności i z informacją dla kierownika lokalu;
- karty charakterystyki wszystkich używanych preparatów są dostępne na miejscu, a nie tylko w biurze.
Przede wszystkim łatwiej utrzymać taki porządek, gdy chemia jest dozowana z systemu, a nie przelewana „na oko”. Opisaliśmy to w tekście System dozowania chemii w firmie sprzątającej – jak wdrożyć. O doborze preparatów do najtrudniejszych miejsc w kuchni piszemy z kolei w materiale Mycie w gastronomii: Suma Grill D9 – piec, grill, frytkownica.
Ostatecznie historia z Chili’s skończyła się na szczęście na opatrzeniu poparzeń i jednym dniu przestoju. Pokazuje jednak, że chemia w gastronomii jest najgroźniejsza nie wtedy, gdy preparat jest mocny, ale wtedy, gdy nikt go nie podpisał.
Źródła: CMM (3.11.2026), ABC7 / CNN Wire (30.10.2026), komunikat Foothills Health District, rozporządzenie (WE) nr 852/2004.
Najczęstsze pytania
28 października 2026 r. pracownik użył do przygotowania margarit granulowanego odtłuszczacza, który wziął za cukier. Trzech gości doznało poparzeń chemicznych w ustach i wokół nich, a dwóch pracowników miało podobne objawy.
Granulowany środek odtłuszczający, który zostawił wykonawca myjący ciśnieniowo elewację budynku. Inspekcja nie podała nazwy produktu ani producenta.
Poza miejscami, w których postępuje się z żywnością. Tak stanowi rozporządzenie (WE) nr 852/2004, załącznik II, rozdział I, punkt 10. Najlepiej w wydzielonej, opisanej szafce lub pomieszczeniu.
Tylko do pojemników roboczych przeznaczonych do chemii i opisanych nazwą preparatu, stężeniem i piktogramem. Nigdy do opakowań po żywności ani naczyń używanych w kuchni.
Wypłukać usta wodą, nie wywoływać wymiotów i od razu skontaktować się z lekarzem lub ośrodkiem toksykologicznym, mając pod ręką opakowanie albo kartę charakterystyki preparatu.








